SalveNET

Home / Bez kategorii  / Powiedz tak Jezusowi – świadectwo Anny

Powiedz tak Jezusowi – świadectwo Anny

Może właśnie teraz czujesz, że pędzisz. Że masz wszystko pod kontrolą — grafikowane godziny, dzieci do żłobka o tej porze, obiad o tamtej, a jeszcze te trzy minuty, żeby odkurzyć, zanim wróci mąż. Uśmiech, ogarnięty dom, „świetnie sobie radzę”. A w środku — cisza, która boli.
Anna też tak miała.
Troje dzieci, nowa praca i ściana
Anna jest żoną, mamą czwórki dzieci, kobietą wiary od dzieciństwa. Wychowana w domu, gdzie tata klęczał do modlitwy, gdzie odpust był dniem świętowania, gdzie litania pod figurką Maryi była czymś naturalnym. Do kościoła chodziła zawsze. Ale gdzieś po drodze — trzecie dziecko, mąż zakładający własną firmę, powrót do pracy, nocne przygotowania, żeby „wypaść jak najlepiej” — zaczęła gonić za czymś nieuchwytnym.
Ja kontroluję swoje życie. Jeżeli nie będę tego kontrolowała, to ono się rozsypie.
Pewnego listopadowego popołudnia, spacerując nad jeziorkiem Balaton na warszawskim Gocławiu, stanęła i patrzyła na ciemną taflę wody. I zobaczyła nie wodę — zobaczyła coś, co ją wciąga.
„To jest coś grubo. Coś jest nie tak.”
Kiedy Bóg puka
Bóg nie czekał, aż Anna dotrze na dno. Pukał wcześniej — banerem o rekolekcjach Odnowy w Duchu Świętym zawieszonym na kościele, przez który przechodziła codziennie. Potem przeprowadzką do nowej parafii — do kościoła pw. Świętego Patryka na Gocławiu, do którego weszła pewnego dnia bez powodu i pomyślała: „To jest dobre miejsce. Tu będzie dobrze.”
Aż wreszcie — ogłoszenie o Seminarium Odnowy Wiary. Cykliczne spotkania, małe grupy, przestrzeń do dzielenia się. Zupełnie nowe doświadczenie.
I Anna powiedziała: tak.
Małe grupy, wielka przemiana
Nie wiedziała, czego się spodziewać. Nie znała nikogo. Nie dotarła nawet na pierwsze spotkanie. Ale przyszła na drugie.
W małych grupach można było mówić — albo milczeć. Wszystko w wolności. Nikt nie wymagał. I właśnie ta wolność otworzyła coś, co było zamknięte.
Anna zaczęła modlić się o jedno: „Panie Jezusie, pokaż mi prawdę o mnie samej.”
I Pan Jezus pokazał. Że te wszystkie poprzeczki, które sobie ustawiała — godzinowe grafiki, perfekcyjne ogarnianie, uśmiech numer pięć — nie były porządkiem. Były strachem. Strachem przed oceną. Przed tym, że ktoś uzna ją za niewystarczającą.
Żeby udowodnić innym. To jest o tym, że ty chcesz kontrolować swoje życie.
Cud, którego nie zauważyła
Po seminarium Anna dołączyła do wspólnoty i — zupełnie wbrew zdrowemu rozsądkowi — do diakonii uwielbienia. Mimo że od lat miała poważny problem z głosem. Kilka miesięcy mówiła szeptem. Foniatrzy, ćwiczenia, długa droga powrotu.
Poprosiła wspólnotę o modlitwę o uzdrowienie. Nic się nie wydarzyło. Żadnych fajerwerków. Pan Bóg nie chciał być jej złotą rybką.
Dołączyła mimo to. I śpiewała — to, co mogła. A pewnego dnia ktoś zapytał: „Jak tam twój głos?” I Anna odpowiedziała: „Dobrze.”
I w tej samej chwili uświadomiła sobie — śpiewa wszystko. Wysokie dźwięki. Bez odcięcia. Od kiedy? Nie wiedziała. Stało się tak naturalnie, że tego nie zauważyła.
Pan Bóg jak już mnie tam strzelił, to też udoskonalił — na miarę moich możliwości. Ale dopiero wtedy sobie uświadomiłam: przecież już tego nie ma.
Pełnia z Pustki
Dziś Anna ma czwórkę dzieci. Obowiązków jest więcej niż kiedykolwiek. Ale nie ma już godzinowego grafiku. I — ku własnemu zdumieniu — okazuje się, że tak można żyć.
Odpuszczenie to jest błogosławieństwo absolutne. I Pan Bóg mnie tego nauczył, mimo że ilość obowiązków wcale się nie zmniejszyła.
Modlitwa Anny to nie godzinna adoracja z książeczką pełną wyrecytowanych tekstów. To krótkie wpadnięcia do kaplicy przy szkole córki. Dwie minuty, pięć minut. „Przyszłam się przywitać. Dobrze, że jesteś. No i lecę.” To akty strzeliste w biegu: „Dziękuję Ci za to. Ufam Tobie.” To codzienna muzyka uwielbienia — przy gotowaniu jajecznicy, z podniesioną ręką.
I to działa. Bo kiedy Bóg jest na pierwszym miejscu — nawet ten wyświechtany slogan — wszystko inne staje na właściwym.
Twoja decyzja
Pan Bóg nie wchodzi siłą. Tworzy przestrzeń. Zostawia drzwi otwarte. Wywiesza baner. Przeprowadza cię do nowej parafii. Organizuje uwielbienie.
A potem czeka.
Masz swoje ciepłe kapcie, swoją strefę komfortu, swój idealnie ułożony grafik. I być może — głęboko — jakieś poruszenie. Myśl, która wraca. Przeczucie, że coś jest nie tak, albo że coś mogłoby być inaczej.
Anna zrobiła krok w nieznane. Nie wiedziała, czy tam jest mały schodek, czy przepaść. Ale zrobiła go.
I okazało się, że o to właśnie chodziło.
Czy jesteś gotowy powiedzieć Jezusowi: tak?
To świadectwo pochodzi z nagrania „Powiedz tak Jezusowi — świadectwo Anny” ze Studia Świadectw.