Skip to main content

SalveNET

Home / Bez kategorii  / Bóg wyleczył moje lęki – świadectwo Krystyny

Bóg wyleczył moje lęki – świadectwo Krystyny

Czy Bóg naprawdę może uzdrowić zranione serce?
Są rany, które człowiek nosi latami – tak głęboko ukryte, że sam przestaje wierzyć, że można je wyleczyć. Rany z dzieciństwa, z odrzucenia, z lat życia w cieniu alkoholizmu i samotności. Rany, o których się nie mówi, bo „trzeba dawać radę”.
Krystyna dawała radę przez całe życie. Musiała.
Dziecko, które nie słyszało „kocham”
Dorastała na wsi, w rodzinie, gdzie dzieci miały pracować i milczeć. „Dzieci i ryby głosu nie mają” – to zdanie ukształtowało jej dzieciństwo. Była ciekawa świata, zadawała pytania – i za to była karana. Nigdy nie usłyszała od rodziców słowa „kocham”.
Z takim bagażem weszła w dorosłość. I wprost w ramiona człowieka, który jako pierwszy powiedział jej, że ją kocha – niestety, człowieka, który już przed ślubem nadużywał alkoholu.
Przez kolejne dekady Krystyna dźwigała na sobie ciężar całej rodziny: czworo dzieci, kredyty, wyczerpującą pracę w pięciogwiazdkowym hotelu, długi – własne i cudze. Walczyła o wszystko. Była twarda, zadziorna, nieustępliwa. Bo inaczej nie umiała przeżyć.
Duch Święty zgarnął ją z ulicy
Wszystko zmieniło się pewnego dnia, gdy mijała kościół w Warszawie. Usłyszała w głowie głos: „Poszukaj sobie grupy Odnowy w Duchu Świętym.” Wsiadła w tramwaj, dojechała – i trafiła dokładnie na spotkanie wspólnoty.
Zbieg okoliczności? Krystyna nie ma co do tego żadnych wątpliwości.
Tam, przy kościelnych balaskach, klęczała i płakała, podczas gdy zupełnie obce kobiety modliły się nad nią przez dwadzieścia minut. Nic od niej nie chciały. Nie znały jej. A jednak stały za jej plecami i wstawiały się do Boga w jej imieniu. To był moment, który wszystko zmienił.
„Jak to możliwe, że obce osoby chcą mi pomóc? Nic ode mnie nie chcą?” – wspomina Krystyna. A z krzyża, na który patrzyła, płynęła odpowiedź: Bo one Mnie kochają. I kochają ciebie.
Bóg, który leczy powoli i do końca
18 kwietnia 2007 roku Krystyna oddała swoje życie Panu Jezusowi. Nie z lęku – z miłości. Po tygodniach konferencji o tym, że Bóg ją kocha, że jest cenna w Jego oczach, że nie jest przypadkiem.
Ale to był dopiero początek.
Przez kolejne lata Bóg prowadził ją głębiej – przez rekolekcje ignacjańskie, przez modlitwy, przez obrazy, które oglądała w ciszy z zamkniętymi oczami. Widział ją w ciemnym lesie i zapraszał do ogniska. Trzymał ją za rękę na zatłoczonej ulicy. Zostawiał pod opieką Matki Bożej, kiedy sam szedł mówić ludziom o swojej miłości.
Powoli, cierpliwie, z nieskończoną delikatnością – leczył jej lęki. Uzdrawiał rany po ojcu, który nie umiał kochać. Pokazywał jej tożsamość, o której nikt jej wcześniej nie mówił:
„Jestem córką króla. Jestem Jego królewną. To po prostu daje taką wolność, że nieważne – pioruny lecą. Ale ja jestem dzieckiem Boga.”
„Ja tylko sprzątam” – i właśnie dlatego Bóg ją posłał
Dziś Krystyna – kobieta, która całe życie czuła się nikim – posługuje modlitwą wstawienniczą. Podnosi innych z upadku. Mówi ludziom, że są kochani. Stoi za plecami tych, którzy wyjeżdżają głosić Ewangelię, i osłania ich modlitwą.
I wciąż mówi o sobie z rozbrajającą prostotą: „Ja tylko sprzątam.”
Właśnie dlatego jej świadectwo jest tak wyjątkowe. Nie jest to historia kogoś wyjątkowego z ludzkiego punktu widzenia. To historia zwykłej kobiety, która pozwoliła Bogu działać – i przekonała się, że On naprawdę działa.
To świadectwo jest dla Ciebie
Jeśli czujesz się zmęczony walką o wszystko – to świadectwo jest dla Ciebie.
Jeśli nosisz rany, które wydają się nieuleczalne – to świadectwo jest dla Ciebie.
Jeśli zastanawiasz się, czy Bóg naprawdę słyszy, naprawdę widzi, naprawdę może cokolwiek zmienić w Twoim życiu – to świadectwo jest właśnie dla Ciebie.
Obejrzyj całe świadectwo Krystyny. Przekonaj się, że Bóg nie tylko słyszy – On działa. Nawet wtedy, gdy wydaje się, że już nic się nie zmieni.