Czy kiedykolwiek rzuciłeś monetę bezdomnemu, nie patrząc mu w oczy? Większość z nas tak robi — i jeszcze tego samego dnia czuje cichy wyrzut sumienia.
Ksiądz Adam Niewęgłowski, kapelan hospicjum dla bezdomnych w Warszawie, mówi wprost: taka pomoc może nie tylko nie pomagać — może zabijać. Jeśli wrzucamy monety do kubeczka osoby uzależnionej od alkoholu, finansujemy jej uzależnienie, nie jej wyjście z niego.
Ale nie o krytykę tu chodzi. Chodzi o przemianę serca.
Brat Albert wiedział to przed nami
Założycielka mokotowskiego hospicjum, pani Magdalena Chochalska, mówiła o wzorcu, który wyznaczył drogę: Brat Albert nie wyciągał ręki z góry. Schodził na dół — do cudzego poziomu, do cudzych oczu, do cudzej godności.
Papież Franciszek powiedział to samo: jeśli chcemy pomóc bezdomnemu, najpierw trzeba usiąść naprzeciw niego. Spojrzeć w oczy. Wysłuchać. I dopiero potem — jeśli coś mamy — podzielić się chlebem. Materialne wsparcie jest na końcu, nie na początku.
Żywa woda
Ksiądz Adam rozważał ewangeliczną scenę przy studni. Pan Jezus rozmawia z Samarytanką — nie ocenia, nie moralizuje. Pyta. Słucha. I ofiaruje żywą wodę — nie stojącą, stęchłą, która nie ugasi pragnienia.
Czym jest ta żywa woda dla człowieka w kryzysie bezdomności? Może nie mieszkaniem ani pracą. Może — na dziś — jest nią tylko to: ktoś, kto usiadł obok. Ktoś, kto zapytał: jak minął twój dzień? Ktoś, kto nie odszedł.
„Może dziś tą największą potrzebą jest potrzeba bliskości — tego, żeby móc się wygadać, czy po prostu zobaczyć, że jednak jestem dostrzeżony.”
Spotkanie ważniejsze niż moneta
Pewnego wieczoru ksiądz Adam spotkał młodego mężczyznę proszącego o pieniądze. Rozmawiali długo. Mężczyzna sam przyznał, że jest alkoholikiem — i że każdego wieczoru roznosi jedzenie innym bezdomnym. Na koniec ksiądz oddał mu wszystkie monety z kieszeni, mówiąc: zrób z tym, co chcesz.
Mężczyzna odpowiedział ze łzami w oczach, że dostał zdecydowanie więcej, niż potrzebował — bo dostał kogoś, kto poświęcił mu pół godziny i powiedział: wierzę, że możesz z tego wyjść.
Żadna moneta wrzucona w pośpiechu nie jest w stanie tego zastąpić.
Iść tam, gdzie inni się boją
Ksiądz Adam przyznaje, że sam kiedyś bał się bezdomnych. Jeden z wykładowców w seminarium powiedział mu: dobrze jest iść w miejsca, których się boimy. Wziął te słowa dosłownie. Dziś — po 8 latach w hospicjum — mówi, że to była najlepsza decyzja jego kapłaństwa. Nie dlatego, że dał wiele innym. Ale dlatego, że pomaganie ubogaca tego, który pomaga.
Co możesz zrobić dziś?
Nie musisz zostać wolontariuszem. Możesz zacząć od małego:
Spojrzeć — nie omijać wzrokiem człowieka na ulicy
Zapytać — jak minął dzień? zamiast wrzucać monetę w pośpiechu
Usiąść — kupić kanapkę i posłuchać czyjejś historii
Pan Jezus nie mówił, że to będzie łatwe. Ale mówił, że to możliwe. I że daje radość — taką, której świat nie jest w stanie zabrać.
Zejdź na poziom drugiego człowieka — i odkryj, że tam czeka na Ciebie Bóg.