Są ludzie, o których dowiadujemy się za późno. Albo — jak to bywa w Bożej logice — właśnie w odpowiednim czasie. Tak jest z Alicją Lenczewską. Nauczycielka z Szczecina, kobieta samotna, cicha, żyjąca w cieniu — a jednak jej słowa dziś krążą po całym świecie, są tłumaczone na kolejne języki i codziennie trafiają do serc tysięcy ludzi jako „myśl dnia”.
Kim była naprawdę? Tego nie dowiemy się z encyklopedii. Ale możemy się tego dowiedzieć od Doroty Lenczewskiej — kobiety, która przez lata była przy niej jako bratowa, towarzyszka życia jej brata Sławomira, a dziś — nieoczekiwana ambasadorka jej dziedzictwa.
Boże prowadzenie, którego nie planowała
Dorota Lenczewska nie planowała opowiadać o Alicji. Kiedy w październiku 2022 roku straciła ukochanego męża Sławomira, weszła w czas żałoby i ciszy. Na pogrzebie ksiądz arcybiskup Andrzej powiedział jej: „Teraz żałoba, a później Pan Bóg sam pokaże drogę.” Przyjęła to jak obietnicę.
Kilka miesięcy później zadzwonił nieznajomy ksiądz spod Białegostoku z zaproszeniem, żeby opowiedziała o Alicji. Odmówiła. Ksiądz był uparty. Pojechała. I tak się zaczęło — zaproszenia zaczęły spływać jedno po drugim, a ona, wolna po śmierci męża od zawodowych obowiązków, zaczęła odpowiadać na nie „tak”.
Dziś jeździ do parafii i wspólnot dwa, trzy razy w miesiącu. Nie planowała tego życia. Po prostu — zgodziła się na nie.
Dom, z którego wyrosła wielość
Żeby zrozumieć Alicję, trzeba zrozumieć dom, w którym wyrosła. Dom Lenczewskich był ciepły, dobry, zakorzeniony w wierze. Mama czytała Pismo Święte przez całe życie — „całe życie jedną książkę”, jak żartobliwie wspominał Sławomir. Tata był wynalazcą, człowiekiem o ogromnym umyśle. Oboje rodzice przynieśli z Kresów Południowych coś, czego nie da się opatentować: głębię rodzinnej miłości i żywą wiarę.
Sławomir i Alicja — rodzeństwo mieszkające w Szczecinie, przez lata mające tylko siebie — byli sobie niezwykle bliscy. Razem jeździli za granicę, razem wstąpili do Odnowy w Duchu Świętym, razem inspirowali się nawzajem. Kiedy Sławomir założył Dyskusyjny Klub Filmowy w szkole, Alicja zrobiła to samo w swojej. Byli jak dwie gałęzie tego samego drzewa.
Kobieta, która pisała „do szuflady”
Pod koniec 1965 roku Alicja Lenczewska zaczęła zapisywać słowa, które słyszała w swoim wnętrzu — słowa Pana Jezusa. Za radą spowiednika prowadziła te zapiski przez 25 lat, aż do 2010 roku. Dzieliła się nimi ostrożnie: ze spowiednikiem, z bratem Sławomirem, z zaprzyjaźnioną siostrą zakonną Teresą.
Kiedy na przełomie lat 80. i 90. nastał czas ataków na Słowo Boże, kiedy mówiono, że „nie przystaje ono do rzeczywistości” — Alicja skarżyła się Jezusowi. A On odpowiedział: „Tak, ale do czyjej rzeczywistości?”
Od tamtej pory pisała już tylko „do szuflady”. Do siostry Teresy pisała: „Możesz pokazywać te słowa innym, ale nie mów, kto jest ich autorem — bo ludzie, patrząc na człowieka, mogą zwątpić w prawdziwość słów Pana Jezusa.”
Ta pokora była jej znakiem rozpoznawczym.
Słowa, które nie starzeją się
Dorota Lenczewska sięgnęła po zapiski Alicji dopiero po jej śmierci. Razem z mężem czytali je przy porannej kawie — planowali po 5 stron, ale nie dawało się. Głębia tych słów zatrzymywała na każdym zdaniu.
Jeden z ulubionych cytatów Doroty pochodzi z 2008 roku — należy do ostatnich wpisów. Alicja mówi Jezusowi, że mimo upływu lat na drodze z Nim wciąż jest tym samym, grzesznym człowiekiem. A Jezus odpowiada:
„Nie pragnę twojego perfekcjonizmu. Pragnę Twojej miłości.”
A z roku 1994 pochodzi fragment, który Dorota cytuje najchętniej:
„Nie smuć się tym, że jesteś w cieniu ludzi, skoro znajdujesz się w moim blasku. Nie zwracaj tęsknoty swego serca ku okruchom ludzkich uczuć, skoro masz pełnię mojej miłości. Nie szukaj oparcia na tym świecie, skoro moja jesteś cała. Nie lękaj się opuszczenia przez ludzi, skoro ja tęsknię za tobą i zawsze oczekuję na miłość Twoją.”
Minęło ponad 30 lat. Te słowa są dziś może bardziej potrzebne niż kiedykolwiek.
Nie naszą mocą
Alicja Lenczewska jest dziś tłumaczona na kilka języków, a kolejne tłumaczenia są w toku. Jak to się stało? Dorota odpowiada bez wahania: „Na pewno nie naszą mocą.”
Wielką rolę w popularyzacji odegrało wydawnictwo, które wydawało czasopismo Miłujcie się (dziś Trwajcie w miłości). To oni jako pierwsi pisali o Alicji i jej dziennikach duchowych.
Ale coś jeszcze działa w tej historii — coś, czego nie da się zaplanować. Dorota opowiada, jak organizowała koncert Dwóch Serc w Szczecinie. Nie jest organizatorką. Powiedziała Jezusowi: „Wiem, że to nie moja działka. Ale jeśli chcesz, żeby to się stało — pomóż.” I wszystkie drzwi się otwierały. Ksiądz dzwonił pierwszy. Telefony trafiały w odpowiednim momencie. Plakaty miały gdzie wisieć.
„Jeżeli coś jest wolą Bożą — to po prostu będzie” — mówi Dorota cicho, ale z przekonaniem kogoś, kto się o tym wielokrotnie przekonał.
Zaproszenie
Nie chodzi o to, żeby dowiedzieć się o Alicji Lenczewskiej. Chodzi o to, żeby sięgnąć po jej dzienniki i zbudować głębszą relację z Panem Jezusem. Alicja jest tylko furtką. Za nią jest Serce, które na ciebie czeka.
Jeśli chcesz zobaczyć to świadectwo w całości — posłuchać Doroty Lenczewskiej opowiadającej o Alicji jej własnymi słowami — zapraszamy na kanał Salve NET na YouTube.
Subskrybuj, oglądaj i dziel się — bo te słowa są dla każdego.
„W każdej duszy rodzę się o tyle, o ile mi ta dusza na to pozwoli.”
— Alicja Lenczewska, Dzienniki duchowe