SalveNET

Home / Bez kategorii  / Jak Bóg z chaosu układa życie – świadectwo Janusza Sukiennika

Jak Bóg z chaosu układa życie – świadectwo Janusza Sukiennika

Czy Bóg jest „dobry” tak jak my? Janusz Sukiennik odpowiada przewrotnie: Bóg nie jest dobry na naszą ludzką miarę – On jest samą Dobrocią. To Dobroć, która nie tyle poprawia, co przemienia; która pozwala nam upaść, abyśmy się naprawdę podnieśli; która nie mija, ale dojrzewa wraz z nami. Jego historia to żywa Ewangelia w odcinkach – o wolności, kryzysach, słabości, miłosierdziu i o tym, jak przez pęknięcia wpada światło.
Od światowca do ucznia pokory
Skończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim, mieszkał w Nowym Jorku i Toronto, ślub brał w Paryżu. Miał ciekawą pracę, sukces, wpływy, zachodni rytm i tempo życia. – Połknąłem świat – mówi – ale z czasem odkryłem, że to świat „połykał” mnie. Bóg zdobywał go po kawałku, przez zdarzenia i ludzi, bez spektakularnych znaków, raczej w codzienności, niespiesznie, cierpliwie. Jednym z takich momentów granicznych był awaryjny lot nad jeziorami, kiedy wszystko nagle straciło znaczenie – poza tym, co najważniejsze: rodziną, miłością, sensem.
Miłość, która wychowuje
O swoim małżeństwie mówi wprost: cud. Iwona – zupełne zaprzeczenie jego „wymarzonego ideału” – okazała się największym darem. Jej prostota, radość i upór w kochaniu powoli go przemieniały. – Bóg ma czas – powtarza Janusz. – Zmienia krok po kroku. Dziecko? Kolejny cud. Mieszkanie? Przyszło od razu po narodzinach, tak jakby potwierdzając: nic się nie zmieniło od Betlejem.
Kryzys jako próg
Powrót do Polski miał być „na chwilę”, zawodowy kontrakt. Z czasem – inne granice, inna perspektywa, inne cele. A potem nagłe zatrzymanie: choroba żony. Po intensywnych latach biegu – półtora roku przy łóżku, odejście Iwony i rozpaczliwe pytanie: co dalej? – Przez długi czas żyłem, ale byłem jak martwy – mówi. To jednak właśnie kryzys okazał się progiem do kolejnego etapu. Psalm 23 stał się jego codzienną drogą i obietnicą: Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie. Z biegiem czasu te słowa znaczyły coraz więcej.
Szkoła prostoty: kuchnia i furtka
Z dyrektorskiego gabinetu – do kuchni u dominikanów na Freta. Obieranie ziemniaków przy wielkim kotle, gotowanie dla 35 osób, wśród nich ojciec Jacek Salij. – Bingo! – wspomina. – Zdjąłem insygnia, odetchnąłem. Prosta praca, prości ludzie, realne życie. Potem była furta – i doświadczenie ciszy, modlitwy, służby. To był czas, w którym Bóg uczył go pokory, cierpliwości, słyszenia szeptu zamiast huku.
„Damy radę”: bezdomność to nie tylko brak dachu
Dziś Janusz pracuje w Caritas Polska przy programie „Damy radę”, towarzysząc osobom w kryzysach: bezdomnym, uzależnionym, zagubionym. Mówi jasno: bezdomność jest słowem-kluczem naszych czasów. To nie tylko brak adresu – to brak zakorzenienia, relacji, sensu, substancji życiowej. – Wielu moich znajomych z korporacji jest bezdomnych – podkreśla. – Zmieniasz biurka, kraje, projekty, ale nie masz gdzie złożyć serca.
Jak pomóc? Po pierwsze – zbliżyć się. Bez tego nie usłyszymy drugiego człowieka. Pomoc nie jest z góry, ale z dołu. Klucz? Pokora. – Bóg działa nie przez nasze zalety, lecz przez słabości. Jest specjalistą od przetwarzania surowców wtórnych – uśmiecha się. – Jestem jednym z nich.
Pęknięcie, przez które wpada światło
Najczulszy obraz tej drogi daje zdanie, które usłyszał od synowej: pęknięcie w nas to miejsce, przez które dociera światło. Janusz widział to nie raz. Człowiek poraniony, zaburzony, w nałogu – a jednak z jego pęknięć potrafi bić blask. Zdarza się, że po roku sukcesów ktoś znika, spada niżej niż był. Bywa. – A potem mijają dwa lata i spotykam go z żoną i dzieckiem. Trzeźwy, a nie tylko abstynent; wolny, a nie tylko niepijący. Dojrzałość ma cenę. Czasem trzeba mocno upaść, żeby dostać „dyplom” z życia – mówi.
Bóg – wspólnik i zmiana
Z wdzięcznością wspomina amerykańskiego przedsiębiorcę, z którym pracował po powrocie do Polski. Ten odbierając nagrodę „Businessman of the Year”, publicznie powiedział: moim wspólnikiem jest Jezus Chrystus. – To mnie wtedy uderzyło. Słowo Boże przychodziło do nas co rano mailem z Indianapolis – i karmiło, nawet gdy o tym nie wiedziałem – opowiada. Dziś rozumie, że Bóg jest ciągłą nowością. Zmiana, której się boimy, bywa Jego językiem. Nie zawsze łatwiejsza – ale zawsze lepsza.
Syntetycznie, nie analitycznie
Mamy nawyk rozbierania życia na części: dać 10 czy 20 zł? A jeśli przepije? – Kiedy ofiarowujesz, przestań kontrolować, przestań decydować za drugiego – radzi. Z wiekiem widzi coraz jaśniej: warto spojrzeć syntetycznie, nie analitycznie. Z góry, nie przez lupę. Wtedy rozrzucone puzzle układają się w obraz.
Zaproszenie: damy radę – razem
Program „Damy radę” to mała społeczność i konkretne wsparcie dla osób w wieku mniej więcej 25–35 lat, które czują się „bezdomne” – nawet mając adres. Dla tych, którzy szukają sensu, pracy, relacji, swojej drogi. – Każdy ma zasoby, nawet jeśli ukryte. Każdy ma wartość i godność, których nikt nie odbierze – podkreśla Janusz. – Nie obiecujemy cudów na skróty. Ale obiecujemy towarzyszenie, kroki, które da się zrobić, i wspólnotę, która podnosi.
Jeśli czujesz, że to o tobie – zajrzyj na stronę Caritas Polska i poszukaj programu „Damy radę”. Bo naprawdę: damy radę. Z Bogiem, który jest samą Dobrocią. Z pęknięciami, przez które wpada światło. I z ludźmi, dzięki którym to światło nie gaśnie.