SalveNET

Home / Bez kategorii  / Bóg uzdrowił wszystkie moje wspomnienia – świadectwo Małgorzaty

Bóg uzdrowił wszystkie moje wspomnienia – świadectwo Małgorzaty

Depresja, pustka i poczucie, że życie nie ma sensu. Tak wyglądała rzeczywistość Małgorzaty, zanim pewnego dnia zwróciła się do Boga z jednym prostym zdaniem: „Chcę iść do Ciebie.” To, co wydarzyło się potem, zmieniło jej życie nie do poznania.
Od pustki do przemiany
Małgorzata przez lata zmagała się z głębokim smutkiem i duchową pustką. Nosiła w sercu żal, nieprzebaczenie i pytania bez odpowiedzi — „Dlaczego to mnie spotkało?”. Wylewała swój ból na bliskich, a oni — jak sama przyznaje z uśmiechem — „chyba mieli ją już dosyć”. Jeden Bóg nigdy nie miał jej dość.
— Zawołałam do Pana Boga, bo byłam tak wykończona. Moje życie było puste. Nie wiedziałam dokąd zmierzam. I powiedziałam, że chcę iść do Niego — wspomina Małgorzata.
Pierwsze kroki ku wierze zrobiła w warszawskiej parafii Świętego Patryka, gdzie podczas spowiedzi usłyszała o Seminarium Odnowy Wiary prowadzonym przez Witka Wilka. Zapisała się, przyszła na każde spotkanie i — jak mówi — zaangażowała się z całego serca. Podczas seminarium prowadziła dzienniczek, w którym wypisała swoje najgłębsze pragnienie: „Chcę być w bliskiej relacji z Panem Bogiem.” To pragnienie zostało spełnione.
Bóg mówi — wyraźnie i osobiście
Pod koniec seminarium odbyła się posługa modlitwą wstawienniczą. Małgorzata, choć nie wiedziała wcześniej, czym jest taka modlitwa, zebrała się na odwagę i podeszła. To, czego doświadczyła, trudno opisać słowami:
— Czułam, jak się unoszę w górę. Moje buty stały na podłodze, ale miałam poczucie, że się wznoszę. A kiedy wróciłam do ławki, pierwszy raz w życiu usłyszałam głos Pana Boga — tak wyraźnie, jakby ktoś do mnie mówił.
Usłyszane słowo — „Zarzuć sieci” — stało się dla niej Bożym powołaniem. Tak jak apostoł Piotr, który na słowo Jezusa zarzucił sieci mimo nocy bez połowu, Małgorzata postanowiła iść za tym głosem. Dziś sama posługuje modlitwą wstawienniczą i prowadzi innych ku spotkaniu z Bogiem.
Miłość, która nie mieści się w człowieku
Przełomowym momentem jej drogi był kurs „Nowe Życie”, podczas którego doświadczyła głębokiego uzdrowienia wewnętrznego — uzdrowienia wspomnień, uwolnienia od żalu i łaski przebaczenia. Ale najbardziej wstrząsające było coś innego: doświadczenie ogromu Bożej miłości.
— Pan Bóg wlewał we mnie tę miłość, a ja czułam, że zaraz pęknę. Że to się po prostu nie mieści. Prosiłam: Panie Boże, wystarczy — bo człowiek nie jest w stanie pojąć, jaki ogrom tej miłości jest.
Po tym przeżyciu Małgorzata zaczęła na nowo zachwycać się światem — kwiatami, ptakami, niebem. Do dziś fotografuje niebo, które — jak mówi — nigdy się nie powtarza. W każdym jego obrazie widzi ślad Stwórcy.
Cuda, które się zdarzają
Świadectwo Małgorzaty to nie tylko duchowa przemiana. To także opowieść o konkretnych, namacalnych cudach.
Wypadek na śliskiej drodze. Jadąc na pierwsze spotkanie seminarium modlitwy wstawienniczej, wpadła w poślizg. Auto sunęło na lewy pas, wprost na nadjeżdżający samochód. W ułamku sekundy zawołała: „Boże, ratuj!” — i w tym samym momencie auto wróciło na właściwy pas. — Nie miałam panowania nad autem. Wiem to. Pan Bóg natychmiast mnie uratował — mówi.
Uzdrowienie wzroku. Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu poprosiła Jezusa — wzorując się na fragmencie Ewangelii — żeby „posmarował jej oczy śliną” tak, jak kiedyś uzdrowił niewidomego. Tego samego wieczoru, otwierając Biblię w domu, zobaczyła, że nie potrzebuje okularów. — To było trzy lata temu. Do dziś ich nie potrzebuję.
Dotknięcie płaszcza. Podczas uwielbienia w swoim rodzinnym mieście Małgorzata od kilku tygodni zmagała się z niepokojem — pod pachą pojawił się guz wielkości około dwóch centymetrów. Kiedy nadszedł moment, by dotknąć monstrancji, trwała wewnętrznie przy jednej modlitwie: „Żebym się tylko dotknęła Jego płaszcza — a będę uzdrowiona.” Kiedy to zrobiła i wróciła na miejsce, usłyszała w sercu: Pan Bóg uzdrawia twoją pachę. Dotknęła — i wiedziała, że to prawda.
Przekaźnik, nie autor
Dziś Małgorzata służy jako wstawiennik — modli się za innych, często odkrywając w sercu modlitwy intencje głębsze niż te wypowiedziane na głos. Robi to w duchu całkowitego zawierzenia: przed każdą modlitwą prosi Ducha Świętego, by to On prowadził — żeby nic od siebie nie zakłóciła przekazu. Siebie samą nazywa po prostu „przekaźnikiem”.
— Bez Pana Boga nic nie mogę. Wszystko jest dziełem Pana Boga — żadnej mojej zasługi w tym nie ma.
Jej historia jest zaproszeniem — dla tych, którzy czują się zagubieni, zmęczeni, zamrożeni przez ból. Bóg — mówi Małgorzata — zawsze czeka. Nie ma nas dosyć. Nawet gdybyśmy przychodzili codziennie i narzekali przez kilkanaście godzin.
Małgorzata jest wstawienniczką modlitwy i uczestniczy w wydarzeniu Uwielbienie 24 — 24-godzinnej modlitwie uwielbienia, która odbędzie się 23 maja, od godziny 8 rano. Szczegóły w opisie odcinka.