Są słowa, które łatwo wypowiedzieć w ciszy kościoła. Ale co się dzieje, gdy trzeba je powiedzieć naprawdę – gdy umowa na wynajem kończy się za kilka miesięcy, budynek jest w stanie surowym, a trzysta dzieci czeka na nowy rok szkolny?
Joanna Białobrzeska, dyrektorka szkoły i wieloletnia przyjaciółka świętej Faustyny, wie o tym lepiej niż ktokolwiek.
Dzienniczek, który zmienił wszystko
Joanna przez lata omijała Dzienniczek świętej siostry Faustyny. Wydawał jej się infantylny, zbyt prosty. Aż pewnego dnia, stojąc przed półką w księgarni, poprosiła Ducha Świętego, żeby wybrał dla niej książkę. Jej ręka powędrowała prosto do Dzienniczka.
To, co odkryła w środku, zaskoczyło ją do głębi. Nie tylko orędzie Bożego Miłosierdzia – ale niezwykła czułość. Jezus, który mówi do Faustyny: „Córko moja, nie płacz, bo łez twoich znieść nie mogę”. Jezus, który pyta: „Co się wydarzyło dzisiaj w twoim życiu?” – choć przecież wszystko wie. Jezus, który zaprasza: „Połóż głowę na mej piersi. Odpocznij”.
– Czytając Dzienniczek, poczułam ogromną miłość i szacunek do kobiety – mówi Joanna. – Pan Jezus jest w nim absolutnym dżentelmenem.
Od tamtej chwili Dzienniczek nie opuszcza jej torebki. Towarzyszy jej w każdej podróży, w każdym trudnym momencie. Bo Faustynka – jak ją czule nazywa – jest zawsze blisko.
Pięć miesięcy na cud
Marzec. Joanna dowiaduje się, że umowa najmu jej szkoły wkrótce wygaśnie. Właścicielka przestaje odbierać telefony, nie odpowiada na maile. Trzystu uczniów może zostać bez dachu nad głową.
W tym samym czasie przychodzi niepozorny mail do sekretariatu: jest budynek na Ostrobramskiej, może warto podjechać. Joanna jedzie. Widzi surowe ściany, gołe tynki, trzy tysiące metrów kwadratowych do zagospodarowania. Do września zostaje pięć miesięcy.
Dzwoni do przyjaciół w Austrii – ludzi głębokiej modlitwy – z jedną prośbą: pomódlcie się. Kilka dni później słyszy odpowiedź:
– Bóg powiedział: weź ten budynek na szkołę. I nie martw się o pieniądze – to się wszystko poukłada.
Joanna podpisuje umowę. Daje dom w zastaw. Ufa.
Lawina hejtu i pierwsze dzwonki
To, co nastąpiło potem, trudno opisać inaczej niż jako cud zorganizowany po Bożemu. Ekipy remontowe, meble przychodzące z nieoczekiwanych miejsc, projekty tworzone nocami razem z nauczycielem-designerem, inspekcje sanepidu i straży pożarnej – wszystko szło jak po maśle.
Ale nie brakowało i ciemnej strony. Gdy Joanna ogłosiła przeprowadzkę, spadła na nią lawina hejtu. Rodzice podjechali pod budynek na rowerach, żeby zobaczyć na własne oczy, że się nie uda. Pisano, że to niemożliwe, że wszystko było ukartowane, że szkoła jest najgorsza na świecie.
Pierwszego września otworzyły się drzwi pięknej, gotowej szkoły.
– Ja wiem, ile zatwierdzał się lokal obok nas w tym bloku – mówi Joanna. – A tu wszystko szło. Ktoś to prowadził od początku do końca.
Ufność, która kosztuje
Joanna nie mówi, że wiara to łatwizna. Mówi coś trudniejszego: że Jezu, ufam Tobie to nie formułka na dobry nastrój, lecz decyzja podejmowana wtedy, gdy wszystko się wali.
– Słowa muszą być naszym życiem – powtarza. – I niejednokrotnie miałam sytuację, gdy wydawało się, że sprawa jest nie do rozwiązania. I okazało się, że Pan Jezus to wszystko rozwiązuje.
Rzeczy niemożliwe. Po Bożemu.