SalveNET

Home / Bez kategorii  / Różaniec jako tarcza: świadectwo Alicji Węgorzewskiej

Różaniec jako tarcza: świadectwo Alicji Węgorzewskiej

Alicja Węgorzewska – śpiewaczka, dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej i osobowość, którą publiczność kojarzy z wielkimi scenami – w swoim świadectwie odsłania inną, bardzo osobistą część życia: wiarę, codzienną modlitwę i doświadczenie działania Opatrzności. Opowiada o rodzinnych korzeniach, zawodowych zakrętach, aniołach, które wzywa po imieniu, i o różańcu, który nazywa tarczą w walce ze złem.
Korzenie, które niosą
Węgorzewska wraca pamięcią do historii rodziny z Wilna – wojenne losy, utrata siostry mamy, groby na Rossie i Bernardyńskim, coroczne powroty na Wileńszczyznę, by zagrać koncert i nawiedzić miejsca pamięci. To z tego doświadczenia – mówi – wyrastają wartości, które ją ukształtowały: uczciwość, pracowitość, szczerość i przekonanie, że „w życiu dostaje się wędkę, a nie rybę”.
Droga do muzyki i sceny
Nie była „laleczką z przedszkola” – raczej dziewczyną od kapsli, piłki i drzew. Ale pianino w domu dziadków stało się magnesem. Od ogniska muzycznego trafiła do szkoły i liceum muzycznego, a potem – choć zaczynała jako pianistka – odkryła w sobie głos. Tremę, która paraliżowała występy, latami „przepracowała”. Dziś mówi o scenie z radością i wdzięcznością za energię, którą wymienia z publicznością. Pandemia – podkreśla – pokazała, że artyści bez widowni nie istnieją.
Ceni także świadome obcowanie z dźwiękiem. W Operze Kameralnej stroi orkiestrę do 432 Hz, częstotliwości, którą uważa za biologicznie przyjazną. Wspomina też niezwykły recital Joyce DiDonato, po którym – w poruszającej ciszy – narodził się pomysł sprowadzenia projektu do Warszawy. Koncert w Studiu S1 był 50., finałowym wydarzeniem jej światowej trasy i przyniósł sali łzy wzruszenia.
Gdy głos płynie z serca
„Nie powinno się płakać na scenie” – uczono ją. Ale w życiu zdarzają się chwile, w których emocje przelewają się przez każdy pancerz. Kiedy w dniu premiery Carmen zmarła jej babcia, wyszła na scenę „dla niej”. Głos, nadwyrężony chorobą, z każdym taktem wracał. W arii z kartami, gdy padły słowa o śmierci, łzy popłynęły już same. Kontrolę nad ciałem miała – nad łzami już nie.
Wiara, która prowadzi
„W trudnych momentach mówiłam: Jezu, ufam Tobie. Jezu, Ty się tym zajmij. Bądź wola Twoja”. Modlitwa towarzyszy jej w pracy i codzienności – od „Pod Twoją obronę” po Nowennę Pompejańską, którą odmawia kilka razy w roku. Podkreśla, że intencje spełniają się często w czasie innym niż oczekiwany. W wędrówce wiary ważni są dla niej aniołowie: na co dzień Gabriel, a w walce – Michał Archanioł. W gabinecie wisi ikona Matki Boskiej Ostrobramskiej; w domu – anioły i domowy ołtarz.
„Problem naszych czasów? Ludzie uznają, że diabła nie ma” – mówi. A to zło realnie działa. Jej odpowiedź jest prosta i stanowcza: „Tarczą jest różaniec. Modlitwa różańcowa naprawdę czyni cuda”.
Odważnie o wierze
Mówi o wierze wprost, choć zdaje sobie sprawę z komentarzy, które to wywołuje. Kiedy publicznie dawała świadectwo m.in. o Nowennie Pompejańskiej, jedni gratulowali odwagi, inni pytali prowokacyjnie „o chrzest dzieci” czy „dawanie na tacę”. Odpowiada spokojnie: „Bać się należy Boga. Na tacę daje się dobrowolnie”. Podkreśla, że nigdy nie wchodzi w intymną przestrzeń czyjejś wiary ani światopoglądu – domaga się jedynie wzajemnego szacunku. W sporach medialnych broniła dobrego imienia i wykazała w sądzie, że merytoryczne oczekiwania w operze to nie „nękanie”, lecz warunek działania instytucji, w której „kurtyna o 19.00 idzie w górę”.
Dobro, które działa po cichu
Najczęściej pomaga „tak, by lewa ręka nie wiedziała, co czyni prawa”. Czasem jednak dobro musi wybrzmieć głośno – na przykład, by wesprzeć tworzenie Hospicjum Dziecięcego w Kielcach. Planowany mały koncert w kościele urósł do wydarzenia filharmonicznego z licytacjami i niemal 100 tys. zł zebranych środków. Współpracuje także z Fundacją „Dobrze, że jesteś”, organizując wakacje dla dzieci z pogranicza. Nie liczy akcji w skali roku – nie chce stawiać kresek.
Dyrektor z misją
Droga do Warszawskiej Opery Kameralnej nosi ślad niezwykłej „logiki Opatrzności”. To Joanna i Jan Kulmowie – współtwórcy WOK – odradzili jej aktorstwo i „skierowali” ku śpiewowi. Lata później to właśnie ona objęła ster tej instytucji. Dziś, planując sezony z wyprzedzeniem, dba o jakość i rytm pracy całego zespołu. „Blask premiery to 5% – reszta to codzienna, żmudna praca”.
Czasem płaci za to cenę – jak wtedy, gdy po wymianie biodra wróciła do pracy zbyt szybko. „Postawiłam siebie na ostatnim miejscu” – mówi szczerze. Rehabilitacja przywraca dziś sprawność, a ona wciąż „kocha to, co robi”.
„Budzić się i robić to, co się kocha – to też jest błogosławieństwo” – podsumowuje. Jej świadectwo to opowieść o zaufaniu, które nie jest naiwnością, o pracy, która jest służbą, i o modlitwie, która staje się tarczą. W świecie, który coraz częściej relatywizuje dobro i zło, Alicja Węgorzewska przypomina: prawdziwa siła rodzi się z pokory, wytrwałości i serca złączonego z Bogiem. A różaniec – naprawdę działa.